18 stycznia 2011 roku moje życie nabrało nowego - cudownego znaczenia.
piątek, 18 lutego 2011
Miesiąc :)
Nasza Nikusia skończyła dzisiaj miesiąc :)
Pamiętam, jak czekałam, aby nastał ten dzień i nim się obejrzałam "słowo stało się ciałem". Już wczoraj Misiek kupił jej prezent - gumowego piszczącego hipopotama - super się w niego wpatruje :)
Widzę, jak bardzo zmieniła się przez ten czas. Każdy dzień u takiego maluszka to pewne zmiany.
Dziś była z moją mamą na spacerze - 2 godziny :)
Z jedzeniem dziś też było nieregularnie, ale już dzisiaj Mała była spokojniejsza. Za to my trochę spanikowaliśmy. Kilka dni temu zauważyłam na jej przedramieniu krostkę. Myślałam, że to efekt trądziku. Natomiast dziś po kąpieli zauważyliśmy, że przerodziło się to w coś na kształt ropnego wrzodu. Misiek zadzwonił do znajomej pediatry i okazało się, że jest to tylko efekt szczepionki, którą dostała jeszcze w szpitalu. Zła byłam, że w szpitalu nikt mnie nie uprzedził, iż tak może się zdarzyć. Niepotrzebne nasze nerwy.

I tak oto każdy dzień przynosi coś nowego...A największą nagrodą na wszystko jest uśmiech naszej córci. Tych chwil nie zamieniłabym na nic innego.
23:05, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 lutego 2011
"Na psa urok"
Chyba przechwaliliśmy naszą Córcię, twierdząc, że jest taka spokojniutka. Nasza Nika dała nam dzisiaj popalić - oszaleję z tym jej jedzeniem - nie ma mowy o czterogodzinnej przerwie, nawet z dopajaniem herbatkami. Miała tylko jedną tak długą przerwę, reszta karmienia częściej a mniej. I jak ja mam jej nie dawać szybciej jeść, jak Ona tak płacze :( Doszliśmy z mężem do wniosku, że widocznie potrzebuje częściej mniejszymi porcjami - jednak mam nadzieję, że to się jej unormuje w drugim miesiącu życia. Nie była dziś na spacerze, tylko pół godziny w oknie - może to też dlatego, bo po spacerze ładnie śpi i jest ogólnie spokojniejsza. Jedno dobre, że nie przekraczamy dziennej dawki jedzonka - tyle tylko, że trudno u niej przewidzieć, kiedy będzie głodna. Wieczorem też się nie mogła uspokoić, spała płytko. Dopiero przed chwilą zasnęła, ale jak długo to potrwa, nie wiem. Ja dziś padam na pyszczek...i znowu nie mam siły poczytać blogi :(
22:13, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011
Pierwsza wizyta
Dziś byliśmy z Niką na pierwszej wizycie lekarskiej. Ogólny stan zdrowia naszej córci jest bardzo dobry, przybrała na wadze kilo z hakiem. Jednak okazało się, że ma przepuklinę pępkową, a wysypka jest trądzikiem niemowlęcym. Na przepuklinę jeszcze nic nie mamy, dopiero jak będzie miała ponad 4 kg, to będziemy musieli plastrować pępek, a na trądzik musimy smarować kremem.
Oczywiście pod koniec wizyty Mała zgłodniała :) ale byliśmy na to przygotowani. A podczas przenoszenia Córci na wagę osikała mnie :)
Pani doktor przepisała nam jeszcze kropelki z witaminkami - wskazane w okresie grypowym. Ustawiła nam także jedzenie - w nocy ma już budzić się sama, żeby już jej organizm odróżniał dzień od nocy, a w ciągu dnia mleko ma jeść co 4 godziny, a jak będzie głodna w między czasie, to mamy ją dopajać herbatkami lub glukozą. Mamy też wydłużać już czas spacerów. Tak więc niech ta wiosna przyjdzie już jak najszybciej.
I jestem już spokojniejsza po tej wizycie. A za półtora tygodnia szczepienia.
23:17, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 lutego 2011
Chwila dla siebie
Weroniczka większość czasu jeszcze śpi, choć ma już coraz dłuższe przerwy, a i tak czas mija szybko i na wiele rzeczy jego brak.
Po porannym karmieniu z Małą jest tata, a ja godzinkę jeszcze odsypiam, później śniadanie, kolejne karmienie, spacer, karmienie, co nieco zrobić w domu, karmienie itd :)
Jednak wczoraj wieczorem miałam chwilę dla siebie - relaksująca kąpiel w ciepłej wodzie (pierwsza od miesięcy :)) z książką w ręku.
A dziś w nocy pierwszy raz Nika spała w swojej kołysce - oczywiście blisko mojego łóżka. Do tej pory spała ze mną, czułam się wtedy pewniej. Teraz też mam Ją na wyciągnięcie ręki, ale już osobno.
Po dzisiejszym spacerze Córcia przespała do wieczora z przerwami na jedzenie.
Kochany ten nasz Szkrab :)
Aha - wczoraj przyszły wyniki badań krwi pępowinowej (pobieraliśmy ją przy porodzie) - wszystko jest dobrze - i mam nadzieję, że nigdy nie będzie ona potrzebna, tzn. że nasza Córcia będzie zdrowa.
21:01, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 lutego 2011
Niedzielnie
Nie mam kiedy albo sił czytać blogów - więc i o nowych mamusiowych nie ma mowy. Myślę, że z czasem to się zmieni.

Dziś zaliczyliśmy pierwszy prawie godzinny spacerek - wiatr jeszcze trochę wiał, ale już zdecydowanie lżejszy.
Zaraz pora karmienia :) Według Weroniki można ustawiać zegarek - co trzy godziny dopomina się jedzonka :) Dobrze, że nocki przesypia, ale i tak muszę ją budzić co trzy, do czterech godzin.
19:34, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 lutego 2011
Mamusiowe rozprawianie
Tak, to prawda, mając dziecko wszystko się zmienia, a temat kupek jest bardzo ważny :)
Na szczęście moja Kruszynka w nocy po karmieniu zrobiła kupkę, a dziś wieczorem, przed kąpielą big kupkę :)
Ale ja dziś narozrabiałam - straciłam czujność nad pępkiem po pozbyciu się kikuta i nie podwinęłam pieluszki - w efekcie pępuszek zaczął krwawić :( Na szczęście krwawienie opanowane i muszę teraz po prostu bardziej uważać i nadal pielęgnować pępek.
Nasz skarb teraz smacznie sobie śpi, a ja mam chwilkę, żeby odsapnąć i może trochę poczytam ulubione blogi.
20:50, mazarina , teraz
Link Komentarze (4) »
środa, 02 lutego 2011
Kolejny dzień
Nocka minęła dobrze. Tylko na pierwsze karmienie o 1 Nika obudziła się z krzykiem. Po karmieniu zasnęła tak twardo, że aż sprawdzałam, czy oddycha. Na kolejne karmienia musiałam ją budzić. W dzień też dużo spała. Zaliczyłyśmy nawet półgodzinny "spacer" na balkonie. I tak była spokojna do wieczora. Później znowu zaczął się płacz i marudzenie. Teraz po wieczornym karmieniu przysypia, ale płytko. Martwi mnie, że dziś w ogóle nie zrobiła kupki, tylko gazy trochę odchodziły. Nie chcę panikować, ale martwi mnie to - boję się, żeby się nie zapchała, bo je co 3 godziny i od dziś 90 ml.
21:53, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lutego 2011
Dwa tygodnie
Dziękuję bardzo za słowa gratulacji :)
Nasza Nika skończyła dziś dwa tygodnie i straciła kikut pępowiny :) I poza tym był to ciężki dzień, bo Małą męczył brzuszek - nie mogła zrobić kupki, tylko pierdzioszki. Prawie w ogóle nie spała i była marudna. Na szczęście wieczorem załatwiła się i to fest, ale rozdrażnienie pozostało i wieczorem po jedzeniu też nie mogła zasnąć. Bujałam ją w kołysce, puściłam kołysanki - w końcu udało się i zasnęła. Jednak nie na długo. Chciała jeść pół godziny przed czasem, więc ją nakarmiłam. Znowu męczył ją brzuszek. Masaż trochę pomógł. Teraz uspokoił ją wibrator w kołysce. Ale oczy ma jak pięć złoty - zero chęci snu.
Wczoraj mnie przestraszyła, bo jedząc łakomie, zachłysnęła się i nie mogła złapać oddechu - spanikowałam - na szczęście mój mąż zachował zimną krew i kazał mi ją przechylić głową w dół - zrobiłam to bardzo nieporadnie, ale pomogło. Boję się takich sytuacji. Pamiętam, że kiedyś w telewizji widziałam jak pan Paweł Zawitkowski pokazywał, jak udzielić pierwszej pomocy niemowlakowi. Jednak musiałabym sobie to dokładnie przypomnieć. Mam płytkę z jego prezentacjami, ale nie ma na niej tego tematu. Muszę poszukać w necie, może coś znajdę.
Dzisiaj była u nas położna i stwierdziła, że z Małą wszystko dobrze i powiedziała, że możemy wystawiać ją już przez dwa dni na pół godziny na balkon, a po tym wychodzić na godzinne spacery. Mam nadzieję, że pogoda nam na to pozwoli, bo Nice z pewnością świeże powietrze dobrze zrobi.

Czuję, że to będzie ciężka noc - obym się myliła.
23:28, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Weronika
Nasza córcia urodziła się 18 stycznia o godz. 12:50.
Ważyła 2950 i mierzyła 52 cm - ot taka kruszynka :)

Miałam cesarkę, ponieważ pod koniec ciąży pogłębiła się moja niewydolność płuc - nie chciałam ryzykować niedotlenienia siebie i dziecka.
Jeszcze do siebie dochodzę po operacji, szwy się goją.
Niestety nie mogłam jej karmić piersią od początku i Mała przyzwyczaiła się do smoczków. Pokarm dostałam dopiero w sobotę po porodzie. Czasami przystawiam jednak córcię do cyca z kapturkiem, którego chwyta i trochę sobie ciumka. A tak to ściągam pokarm i tyle ile mam, daję jej butelką. A głodomorek jest niemały :) Nieraz muszę dać jej wcześniej jeść, niż wskazuje na to trzygodzinna przerwa. Poza tym jest bardzo spokojna i codziennie z zachwytem obserwuję, jak zmienia się nasz skarb.
Oczywiście nie muszę mówić, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi :)
12:25, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
środa, 03 listopada 2010
31 tydzień
Dziś byliśmy na wizycie kontrolnej i usg. Z badania wyszło, że mamy 31 tydzień i 3 dzień oraz przypuszczalny termin porodu na 02 stycznia. Dziwne to, bo wg moich zapisków mamy 30 tydzień. Termin też zmieniony, bo wcześniej usg wskazywało na 10 stycznia - ale tak się zdarza - granica "błędu".
Byłam trochę zaniepokojona, bo moje Maleństwo mało się rusza. Pamiętam, że dwa/trzy tygodnie temu było bardziej ruchliwe. Ale na badaniach wszystko wyszło dobrze. Lekarz powiedział, że nie oznacza to nic złego. Jednakże kazał mi przyjść w piątek na badanie ruchów dziecka - pewnie dla mojej spokojności, bo do końca miesiąca go nie będzie.
Dziecko ułożone jest miednicowo (stąd te częste kopniaki w pęcherz :)), ale to się jeszcze może zmienić. Za miesiąc będziemy sprawdzać.
Nadal nie ma pewności co do płci - wychodzi na dziewczynkę, ale obraz nie jest do końca jasny.
Rozmawiałam z lekarzem także na temat cesarki, którą zasugerował mi pulmonolog. On twierdzi jednak, że astma nie jest ostatecznym wskazaniem na cesarkę, chyba że specjalista wyraźnie napisze na zaświadczeniu, że z powodu niewydolności oddechowej zaleca cięcie. Znam pogląd pulmonologa na moją sytuację i podejrzewam, że takie zaświadczenie mi wystawi. Jednakże rozmyślam nad tym. Trudno mi podjąć ostateczną decyzję, bo i cesarka i naturalny poród mają swoje plusy i minusy. Przyznać jednak muszę, że od żadnej kobiety, z którą rozmawiałam a miała cesarkę, nie słyszałam, żeby tego żałowała.
Poczekam jeszcze na wizytę i pulmonologa.

Po wizycie u lekarza poszliśmy z Miśkiem na krótką randkę :) do "naszej" kafejki, z okazji moich imienin.

Jakoś mi ciężko na duszy...pewnie to te hormony...mimo dobrych wyników badań, martwię się. Wiem, że niepotrzebnie - ale taka już jestem - zawsze muszę mieć jakieś powody do zmartwień :)
23:50, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 października 2010
28 tydzień
Właśnie spojrzałam, że ostatnio pisałam w pierwszym trymestrze, a tymczasem mamy już trzeci :)
Czas tak szybko leci, że szok.
Za mną wiele chwil niepokoju, niepewności, ale minione tygodnie mijały bardzo dobrze. Muszę przyznać, że po moich perypetiach w przeszłości, nie podejrzewałabym, że tak dobrze będę znosić ciążę.
Wprawdzie cały czas jestem na zwolnieniu, ale to bardzie profilaktycznie, a poza tym hałas i stres związane z moją pracą nie są raczej wskazane w tej sytuacji.
Mam więc dużo czasu, żeby spokojnie przygotować się na przyjście Maleństwa.
Za nami badania prenatalne: w 12 i 22 tygodniu ciąży, podczas których wyniki nie wskazały niczego niepokojącego. Mój lekarz stwierdzić, że dziecko ma serce jak dzwon :)
Od kilku tygodniu zmagam się jedynie z anemią i ostatnio wyszedł mi lekko podwyższony poziom cukru - ale nie jest to jeszcze cukrzyca ciążowa.
Małe jest raczej spokojne. Większość czasy śpi :) Tylko raz w nocy od 3 do 5 godziny nie dało mi spać. Uwielbiam jednak gdy mnie kopie :) Śmiejemy się z mężem, że dziecko mnie bije, a mama się cieszy :) Mniej przyjemne jest, gdy kopie w pęcherz (a robi to najczęściej), mam wtedy wrażenie, że przechodzi mnie prąd. Oczywiście gdy dłużej nie czuję ruchów, to zaczynam się niepokoić.
Co miesiąc chodzę też do pulmonologa. Wczoraj lekarz powiedział mi, że ze względu na moją astmę, zalecałby mi cesarkę. Nie wiem, biję się z myślami, ale i tak muszę tę kwestię omówić z moim ginekologiem.
W wakacje odświeżyliśmy mieszkanie, trochę przemeblowaliśmy, aby drugi mniejszy pokój przystosować dla Maleństwa. Na początku listopada dojdą mebelki, które już się robią. I tak powoli muszę gotować się na przyjście naszego Szczęścia - przewidywalny termin to 10 stycznia - może jednak wyjść różnie, nawet na końcówkę grudnia, ech...
Do piątego miesiąca prawie nie było widać, że jestem w ciąży. Teraz nabieram już odpowiednich kształtów - ale w zasadzie tylko na brzuchu.
Jestem szczęściarą, bo mam ogromne wsparcie w mężu - zaczął już nawet czytać bajki Maleństwu :)
Prawdopodobnie mamy dziewczynkę, ale jeszcze miesiąc temu lekarz nie był pewny na 100% - może za dwa tygodnie nam się dokładnie pokaże...ale i tak najważniejsze, żeby dziecko było zdrowe.

I tak szczęśliwie mija nam dzień za dniem...
19:31, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
środa, 23 czerwca 2010
11 tydzień
Dziś kolejna wizyta. Wszystko jest dobrze - serduszko pięknie bije :)
Misiek dostał kolejne zdjęcie - dziś z okazji Dnia Ojca :)
Następna wizyta za miesiąc - wtedy będzie już nagrywana płytka - ech, ta technologia :)
Natomiast 02 lipca jedziemy jednak do Gdańska na te badania.

A u mnie mimo iż jestem na zwolnieniu dużo pracy - niestety, tak to jest przed końcem roku szkolnego, a do tego oddaję już szóstą klasę i przygotowuję z koleżanką uroczyste zakończenie.
Naszym pomysłem było to, żeby część oficjalną prowadzili też szóstoklasiści, a nie nauczyciel. Tak więc obok części artystycznej miałyśmy trochę pracy nad tą nowością.
Jutro ostatni stres i finisz :)
Papierologię mam już za sobą - uff.
Tak więc jutro zapowiada się trochę ciężki dzień, ale czas na choćby krótki odpoczynek znajdę.
20:29, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 czerwca 2010
9 tydzień
Od wtorku jestem na zwolnieniu, ale wciąż coś załatwiam.
We wtorek byłam u pulmonologa, aby dobrał mi odpowiednie w ciąży leki dla astmatyków - wynik badania nie najgorszy, a dotlenienie organizmu w 98%, więc pan doktor stwierdził, że "dzieciątko ma czym oddychać" :)
Wczoraj byłam u swojego gina - zrobił znowu usg i serduszko bije. Zażartowałam, że mój mąż był zawiedziony, że tydzień temu nie zrobił zdjęcia - na co lekarz stwierdził, że nie robi tak często zdjęć - po czym wydrukował "specjalnie dla męża".
Uśmiałam się z Miśka, bo cieszył się jak dziecko i włożył je sobie do portfela...Ale tak naprawdę to wiem, że robi to wszystko, wygłupia się często, bo chce mnie rozśmieszać, abym nie zadręczała się myślami.
Dziś musiałam jechać do szpitala, aby mój lekarz mógł wypisać mi skierowanie na bezpłatne badanie prenatalne. Chcę je zrobić, bo mam powyżej 35 lat - i jeżeli coś byłoby nie tak, a można temu zaradzić jeszcze przed urodzeniem, to nie wybaczyłabym tego sobie. Nie chcę natomiast robić badań genetycznych - dla mnie to niekonieczne - uważam, że prenatalne, które mogę wyłapać ewentualne wady wrodzone, w razie czego mogę być korzystne.
Niestety, w Polsce bezpłatnie robią to tylko dwie przychodnie - w Gdańsku i W-wie. A prowincja znowu na szarym końcu.
Jutro będę jeszcze dzwonić do Lęborka - to mniejsze miasto od mojego, ale wiem (jak leżałam tak rok temu), że tam robią takie badania, mają super sprzęt i specjalistę (sam mnie wtedy badał). Zdecydowaliśmy, że jeżeli będzie taka możliwość, to pojedziemy tam nawet prywatnie - po prostu to o wiele bliżej niż do Gdańska, a ja nie zbyt dobrze znoszę jazdę autem, więc odległość jest dla mnie też istotna.

Z każdym dniem oswajam się z moją rzeczywistością i staram się myśleć pozytywnie, walcząc ze złymi myślami. Chciałabym, żeby było już po 12 tygodniu...dziś koleżanka powiedziała mi, że jej też pierwszy trymestr się dłużył, później tygodnie mijały coraz szybciej. Tak więc czekam i modlę się, bo "wiara przenosi góry"...
21:06, mazarina , teraz
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 czerwca 2010
Jest dobrze
Dziękuję bardzo za miłe słowa otuchy. Cieszę się, że jeszcze ktoś tu zagląda.

Czas mija mi bardzo szybko. W środę na usg wyraźnie widoczna była praca serduszka. Bardzo się z tego ucieszyłam. Od wtorku idę na zwolnienie. W poniedziałek odbiorę wyniki badań krwi.
To dopiero ponad 8 tydzień...ale staram się być dobrej myśli. Mam duże wsparcie od najbliższych. Nawet teściowa gotuje mi zupki :)

Jest dobrze i tak musi być. Tyle osób modli się za nas, że nie może być inaczej. Muszę w to wierzyć...choć wiara ma słaba. Ale wszystko oddaję Bogu...wszystkie moje lęki, obawy...i tę małą wiarę.
15:55, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 maja 2010
Radość
USG potwierdziło ciążę - w macicy. To dopiero 4 tydzień (6 wg liczenia lekarzy), więc zarodek ledwo widoczny, ale duży stres mi zszedł, że teraz jest w odpowiednim miejscu. Następne USG 2 czerwca, wtedy powinno być już widoczne bicie serduszka.

Muszę przestać się zamartwiać stresować, dbać o siebie i być dobrej myśli.

To, co przeżyłam przez ostatnie dni, to wiem tylko ja. Niewyobrażalny stres, natłok myśli. Muszę teraz wyluzować.
22:23, mazarina , teraz
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 maja 2010
Wyniki
We wtorek odebrałam wyniki - określają 3-4 tydzień, progesteron chyba w normie.
W piątek wieczorem idę do swojego lekarza. I to będzie największy stres. Misiaczek codziennie powtarza mi kilkakrotnie, że wszystko jest i będzie dobrze. A ja staram się walczyć ze złymi myślami...
18:03, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 maja 2010
Dwie kreski
Jednak zrobiłam dziś test - i wynik pozytywny.
Zamiast wielkiej radości, to wielkie łzy.
Mąż mnie pociesza, ja staram się cieszyć i myśleć pozytywnie - ale strach, lęk są większe...bo rok temu też się cieszyłam i myślałam pozytywnie, a wiadomo jak się skończyło.
Te myśli są silniejsze i przerastają mnie.
Teraz boję się iść do mojego lekarza - postanowiłam więc w poniedziałek zrobić najpierw badanie betaHCG - wtedy przynajmniej będę wiedziała, który to tydzień - i dopiero wtedy pójść do lekarza.
Moje lęki dodatkowo potęguje fakt, że w kwietniu miałam robione RTG stopy - a nie wiem, czy już wtedy byłam w ciąży.

"Co nas nie zabije, to nas wzmocni" - a ileż można?
Przerastają mnie te wszystkie myśli.
13:21, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 maja 2010
Po długim milczeniu
Odzywam się...bo nie mam z kim o tym porozmawiać...mogłabym z mężem, ale nie chcę, żeby i On był smutny.
Dziś mija rok, kiedy przeżyliśmy koszmar. Już rok - a ja pamiętam wszystko jakby było to wczoraj. Słowa lekarza - szybki przyjazd do szpitala - zmiana szpitala - i tygodnie oczekiwania.
Jednak nie pogodziłam się z tym, że musieliśmy stracić to dziecko.

Jest mi bardzo smutno. Mężuś to zauważył, ale wymigałam się z tłumaczeń i wyjaśnień.

Owszem, staramy się o drugie dziecko, ale bez jakiegoś szalonego ciśnienia. I z jednej strony bym chciała, a z drugiej boję się - boję się, że trzeci raz też pójdzie coś nie tak.
Boję się nawet zrobić teraz test ciążowy - bo boję się, że historia może się powtórzyć.

Chce mi się płakać :(
14:52, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2009
Nasza pierwsza rocznica
Mija rok od naszego ślubu.
Szybko minęło.
To był dobry rok, w ciągu którego jeszcze się docieraliśmy. Jednak byliśmy ze sobą "na dobre i na złe". Wiele wspólnych radosnych chwil, ale i ogromny ból po stracie dziecka. Jeszcze tylko - albo aż - tego nam brakuje.
Jednakże dziękuję Bogu za każdy wspólnie przeżyty dzień...bo wcześniej byłam nieszczęśliwa, a teraz mam przy sobie towarzysza drogi.
12:14, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 września 2009
Żyję
Żyję, wakacje skończyły się już, zaczęła się praca. Tutaj zaglądam sporadycznie, bo coś we mnie zgasło...ale mam nadzieję, że niebawem znowu zaświeci.

Pozdrawiam serdecznie tych, którzy jeszcze o mnie pamiętają i czasami tu goszczą.
17:03, mazarina , teraz
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 czerwca 2009
I już wakacje
Przez kilka dni po powrocie do domu czułam się fatalnie. Już myślałam, że wrócę do szpitala. Jednak wytrzymałam. Wyniki spadały. Na ostatnim usg wyszło tylko, że miałam mały krwiak przy jajniku. Ostatnie wyniki krwi wykazały 3,28, więc mieszczę się już w normie. Za dwa tygodnie powtórka krwi i usg.
Gdy poczułam się już lepiej, zaczęliśmy planować remont łazienki. Zaczęliśmy go w poniedziałek. Zbiegło się to akurat z moim powrotem do pracy.
Dzieciaki przywitały mnie bardzo mile - dziewczyny wyściskały, a jeden uczeń powiedział, że stęsknił się za moim głosem :)
Jednak po tak długiej absencji powrót do obowiązków był męczący - a roboty jest dużo przed zakończeniem roku szkolnego.
Wracałam do domu, w którym króluje sajgon :) Taki stan rzeczy potrwa jeszcze przez tydzień. Później generalne porządki i będzie można odpocząć. Chcielibyśmy gdzieś wyjechać, ale zobaczymy, jak będziemy stać z kasą. Do wydatków dochodzą jeszcze moje zęby - wreszcie będę miała zdejmowany aparat.

I tak zajęliśmy się czymś, żeby nie rozpamiętywać o tym, co nas spotkało. Choć temat powraca, ale staramy się myśleć pozytywnie. Najważniejsze, że udało mi się z tego wyjść cało i że mamy wzajemnie wsparcie w sobie.
11:00, mazarina , teraz
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 maja 2009
Wreszcie w domu
Dziś wynik spadł o ponad 4000. To była dla mnie wspaniała wiadomość. Usg też dobre, więc mogłam już wyjść. Wyniki kontrolne mogę robić już tutaj i konsultacje u swojego lekarza. Mam jeszcze bóle, ale w domu na pewno szybciej dojdę do siebie. Mam zwolnienie do 10 czerwca, ale wypełniam też swoje obowiązki związane z końcem roku szkolnego. Byłam dziś w szkole, ale przed 16-tą - nie mam jeszcze siły na rozmowy z większą grupą ludzi.
Radę klasyfikacyjną mamy dopiero 09 czerwca, więc do tego czasu będzie już lepiej.

Pielęgniarki żegnały mnie bardzo serdecznie. Personel naprawdę był wspaniały. Wspierały mnie i pocieszały. Podziękowałam im na słodko :)


Teraz jest czas dla mnie i mojego kochanego Misiaczka.
22:13, mazarina , teraz
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 maja 2009
Ku lepszemu

Dziś rano lekko krwawiłam i mam bój jak przy miesiączce. To dobry znak. Oznacza to, że hcg mocniej spada. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że do piątku spadnie do oczekującego wyniku. Oczywiście w moim przypadku nic nie jest pewne, ale już nastąpił duży przełom.

Lekarz powiedział, że jestem najdłużej leżącą pacjentką na oddziale, nawet na internie tak długo nie leżą. Ten to wie, jak mnie pocieszyć.

Smutno mi jest tylko z powodu dzisiejszego święta...
09:50, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009
Jedenasty dzień

Wieczorem rozmawiałam z ordynatorem.

Niestety, do piątku na pewno nie wyjdę. Dopiero w piątek zrobią mi badania. Jeżeli hcg spadnie między 3000 a 2000 i usg będzie dobre, to wyjdę na przepustkę.

Popłakałam sobie, bo mi smutno i żal.

Gdy wracałam z toalety, siostra zauważyła, że jestem zapłakana i przytuliła mnie.

Jestem zmęczona – psychicznie i emocjonalnie – a jeszcze kawałek drogi przede mną.

Misiak bardzo mnie wspiera, ale też mi go już szkoda, bo widzę, jak jest zmęczony.

Nie pozostaje nam nic innego jak modlić się i czekać.
21:07, mazarina , teraz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 maja 2009
Dziesiąty dzień
Mam dziś kryzys psychiczny i emocjonalny.

Wynik niestety spadł tylko o 250 – tylko na 6250.

Myślałam, że po tej trzeciej dawce spadnie więcej i szybciej. Miałam nadzieję, że jutro wyjdę, jednak w takiej sytuacji jest to bardzo wątpliwe. Muszę poczekać jeszcze na jutrzejsze usg i na to, co powie ordynator.

Pocieszam się jeszcze myślą, że po drugiej dawce dopiero czwartego dnia spadło mi znacznie, bo aż o 1000.

Teraz czwarty dzień minie we wtorek – a że sprawdzają mi co dwa dni, więc akurat wypadnie wtorek.

Ale już poddaję się. Na nic nie chcę się nastawiać – co ma być, to będzie, ja już nic w tej kwestii nie mogę. To musi samo spadać.

Tyle jeszcze dobrego, że nie grozi mi już pęknięcie jajowodu z pęcherzykiem ciążowym. Wynik wolno, ale spada i operacji nie będzie.

Smutno mi, łzy same napływają do oczu.

I dopada mnie już żal, że straciłam to dziecko.......W czwartek - 21 maja - czułam w sobie pustkę...chyba w tym dniu serduszko przestało bić...
12:25, mazarina , teraz
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15